
Elementem, który potrafi zdenerwować w studiowaniu,(a jednocześnie jest nieodłączny) poza sąsiadami, którzy czasami nie są nawet w najmniejszym stopniu przychylni rozwijaniu naszych kontaktów towarzyskich (u nas w mieszkaniu policja była kilkukrotonie, mimo, że nigdy nie było jakoś specjalnie głośno, a ostatnio sąsiedzi przeszli samych siebie, kiedy to my już właściwie zasypiając, musieliśmy otwierać drzwi policji około godziny 2 rano, gdyż było zgłoszenie, że jest za głośno. Chyba ktoś za głośno chrapał. Na szczęście policjanci byli wyrozumiali i tylko z obowiązku nas pouczyli), są wykładowcy. Wiadomo, nawet wśród nich zdarzają się bardzo wyrozumiali i wyluzowani ludzie, którzy nie będą widzieli problemu tam gdzie go nie ma i potrafią ze studentami porozmawiać jak z ludźmi równymi sobie. No bo tak na prawdę w czym oni są lepsi? Może mieli ciężko na studiach sami i teraz się wyżywają na nic nie winnych osobach. Albo ciężkie dzieciństwo spowodowało, że bez tego nie potrafią żyć. Przynajmniej tak się mogą tłumaczyć.